Rozmowa z Januszem Włodarskim, prezesem Państwowej Agencji Atomistyki

Głównym argumentem, po jaki sięgają przeciwnicy energetyki atomowej, jest brak skutecznych metod składowania odpadów radioaktywnych. Mają racje?

Nie. Oczywiście, nie zamierzam twierdzić, że odpady promieniotwórcze nie mogą zagrażać środowisku. Ale nie rozumiem też protestów, jakie regularnie organizują przeciwnicy elektrowni atomowych, nie rozumiem często ponawianych prób blokowania transportów odpadów promieniotwórczych powstałych w wyniku przerobu wypalonego paliwa jądrowego z reaktorów. Obowiązuje zasada, że odpady takie wracają do kraju, z którego pochodziło wypalone paliwo – stąd, co jakiś czas w mediach pojawiają się informacje o transportach materiałów radioaktywnych. Ale pociąg wiozący takie odpady nie jest w żaden sposób uciążliwy dla środowiska. Przez lata wypracowano tak restrykcyjne zasady ich transportowania, że nie ma możliwości, by w jakikolwiek sposób doszło do skażenia środowiska przy tej okazji. Zarówno w przypadku transportu odpadów promieniotwórczych jak i wypalonego paliwa jądrowego stosowane są odpowiednie pojemniki – odporne na upadek z dużej wysokości jak i wysoką temperaturę.

Gdzieś jednak składować je trzeba – a ekolodzy twierdzą, że takie składowiska to bomba z opóźnionym zapłonem.

Określenie „bomba” jest bardzo malownicze, ale w żaden sposób nieuprawnione. Odpady radioaktywne nie wybuchają – one mogą się co najwyżej w określonych warunkach rozprzestrzenić, ale po to zajmują się tym świetnie wyszkoleni fachowcy, by tak się nie działo. Zresztą odpad promieniotwórczy odpadowi nie równy. Dzielimy je na trzy kategorie: niskoaktywne, średnioaktywne i wysokoaktywne. Poza tym odpady mogą być krótkożyciowe i długożyciowe. Co ważne podkreślenia – każdy typ odpadów może być niebezpieczny, jeśli będzie się z nimi postępowało nieostrożnie. Ale przestrzegając wyznaczonych norm i standardów postępowania z nim nie musimy się obawiać żadnych z nich.

Jak więc z nimi postępować?

Odpady nisko- i średnioaktywne krótkożyciowe tzn. takie, których okres połowicznego rozpadu nie przekracza 30 lat (czas, w którym aktywność zmniejsza się dwukrotnie, czyli okresu połowicznego rozpadu Cezu 137), po odpowiednim przygotowaniu (zmniejszeniu objętości i opakowaniu) i przede wszystkim zestaleniu (dotyczy to odpadów ciekłych) składuje się w składowiskach powierzchniowych. To najpopularniejszy sposób ich izolacji od biosfery, choć na przykład Niemcy wolą składować wszystkie odpady w składowiskach głębokich. Zakłada się żywotność takich składowisk na mniej więcej 300 lat – po takim czasie, czyli po 10 okresach połowicznego rozpadu żyjącego najdłużej spośród izotopów krótkożyciowych Cezu 137, aktywność izotopów promieniotwórczych zawartych w odpadach spadnie do poziomu występującego w środowisk. Niestety, trudniej jest z odpadami długożyciowymi, czas rozpadu zawartych w nich izotopów promieniotwórczych mierzy się w setkach i tysiącach lat, oraz wysokoaktywnymi. Te ostatnie powstają przede wszystkim w procesie przerobu wypalonego paliwa jądrowego. Gdy chcemy odzyskać materiały rozszczepialne, których w tym paliwie cały czas pozostaje sporo, musimy to paliwo poddać przerobowi. W wyniku tego procesu uzyskujemy uran i pluton, ale także odpady promieniotwórcze. Odzyskane materiały rozszczepialne można jeszcze raz wykorzystać do produkcji paliwa jądrowego, natomiast odpady należy utylizować. Jako, że są one wysokoaktywne, trzyma się je w składowiskach geologicznych, czyli głębokich.

Jak głębokich?

Ok. 300 metrów pod ziemią. Choć głębokość to nie jedyna ochrona przed promieniowaniem. Dodatkowo odpady radioaktywne są niejako „pakowane” w kilka warstw ochronnych, by w ten sposób uniemożliwić jakiekolwiek skażenia środowiska.

Mimo to istnieje ryzyko, że do skażenia dojdzie – przecież wszystkiego przewidzieć się nie da.

Ale nawet w takim przypadku skażenie nie będzie groźne i da się jemu zaradzić. Dla składowisk odpadów promieniotwórczych najgroźniejsze są wody podziemne oraz człowiek. Woda może wymyć z odpadów substancje promieniotwórcze, z kolei człowiek zawsze może zachować się w sposób niefrasobliwy. Ale obu tym czynnikom się przeciwdziała. Składowiska buduje się w ten sposób, by do skażenia dojść nie mogło. Przede wszystkim lokuje się je w formacjach skalnych tak, by ryzyko pojawienia się wód podziemnych było jak najmniejsze. Dlatego też zanim składowisko zacznie działać, prowadzi się długotrwałe badania geologiczne, by wykluczyć każdą możliwość błędu. Poza tym prowadzi się długotrwały monitoring środowiska wokół składowisk, także po ich zamknięciu. W przypadku składowisk powierzchniowych budowany jest także odpowiedni drenaż pozwalający na zatrzymanie, zbadanie, a także filtrowanie wody, która pomimo barier izolujących mogłaby się do składowiska dostać, a następnie z niego wypłynąć.

Wiadomo, jak zabezpieczyć składowiska – ale odpady radioaktywne trzeba jeszcze do nich dowieźć. Jak zabezpiecza się trasę ich transportu? Bo co jakiś czas w mediach pisze się o radioaktywnych pociągach i ekologach próbujących je blokować.

Strach przed transportem odpadów radioaktywnych jest czysto irracjonalny. Na tej samej zasadzie jak strach przed lataniem samolotem – ze statystyk wynika, że to najbezpieczniejszy środek transportu, ale boimy się go dużo częściej niż jazdy samochodem. Za każdym razem takie odpady lub paliwo są transportowane w specjalnie do tego przystosowanych pojemnikach z barierami biologicznymi, uniemożliwiającymi wydostanie się promieniowania na zewnątrz. Taki transport wymaga też, oczywiście, ochrony przed ewentualnymi problemami związanymi z przemieszczaniem – zawsze przecież istnieje ryzyko wypadku drogowego, czy ataku terrorystycznego. By zredukować to ryzyko, informację o transporcie trzyma się w ścisłej tajemnicy. Poza tym pojazdy z odpadami radioaktywnymi lub paliwem jądrowym są mocno chronione przez policję i jednostki antyterrorystyczne. Dodatkowo zawsze wytycza się kilka alternatywnych tras przejazdu – po to, by mieć plan B na wypadek nieprzewidzianych okoliczności.

W Polce istnieje jedno składowisko odpadów radioaktywnych – w Różanie. Gdy w naszym kraju powstanie elektrownia jądrowa, można zakładać, że właśnie tam będzie trafiało wypalone paliwo radioaktywne?

Różan jest składowiskiem typu powierzchniowego, nadaje się do przechowywania odpadów krótkożyciowych, nisko- i średnioaktywnych. Nie nadaje się do składowania wypalonego paliwa jądrowego. Poza tym to składowisko niewielkie, przygotowane z myślą o pracy znajdujących się w Polsce reaktorów badawczych, czy odpadów promieniotwórczych powstających w medycynie, przemyśle oraz badaniach naukowych. Gdy krajowy program jądrowy się rozwinie, konieczne będzie wybudowanie nowego, dużo większego, składowiska powierzchniowego. Nie ma jeszcze decyzji, w jaki sposób postępować z odpadami wysokoaktywnymi i wypalonym paliwem jądrowym. Opcji mamy kilka.

Proszę je wymienić.

Przede wszystkim po wyjęciu z rdzenia reaktora wypalone paliwo musi być „schłodzone” i w tym celu jest przechowywane przez kilka lub kilkanaście lat w basenach wodnych. Następnie, przez kolejne kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat może być przechowywane w tzw. przechowalnikach suchych. Po tym okresie przychodzi czas na rozwiązania ostateczne związane ze składowaniem. Metoda opanowana pod względem technologicznym to przerób wypalonego paliwa jądrowego i odzyskanie materiałów rozszczepialnych oraz wybudowanie składowiska dla odpadów wysokoaktywnych.  Wypalone paliwo możemy jeskładować także bez przerobu, ale i w tym celu potrzebne będzie składowisko głębokie. Obecnie rozważana jest na świecie opcja polegająca na leasingowaniu paliwa. Przewiduje ona, ze po wykorzystaniu i wstępnym schłodzeniu paliwa dostawca będzie to paliwo zabierał z powrotem. Ostateczną politykę i strategię, a także krajowy plan postępowania z odpadami promieniotwórczymi i wypalonym paliwem jądrowym opracuje Ministerstwo Gospodarki.

 

 

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Print this page