Fundacja im. Heinricha Boella zaprezentowała w Warszawie obszerną pracę World Nuclear Industry Status Report ( WNISR). Jest to cykliczny, przekrojowy raport o stanie energetyki jądrowej na świecie.

Fundacja Wbrew zapowiedziom nie jest to opracowanie ściśle naukowe, ma bowiem dowodzić, że energetyka jądrowa jest branżą schodzącą z rynku energii i to nie tylko dlatego, że stanowi potencjalne zagrożenie skażeniem środowiska itd., ale również dlatego, że jest nieopłacalna ekonomicznie i  musi przegrać ponieważ wszystkie fakty wskazują, że na świecie panuje globalny trend odchodzenia od atomu i masowego  przechodzenia na energetykę odnawialną.  Autorzy podkreślają  spadek jej udziału w produkcji energii pierwotnej do 4,4 proc. Obawy przed ekologicznymi zagrożeniami jakie mogą spowodować elektrownie jądrowe  – zwłaszcza po katastrofie Fukushimy – mają pewne realne podstawy. Jednakże autorzy raportu skupili się na argumentacji ekonomicznej. W raporcie WNISR obiektywnie i łagodnie mówiąc bardzo mało przekonywującej. Eksperci mają tu bardzo łatwe zadanie. Dla dziennikarza takim chybionym argumentem jest np. stwierdzenie, że „W 2013 r. niemiecki system elektroenergetyczny  wyprodukował  więcej energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych  niż elektrownie jądrowe.”  Wg autorów raportu dlatego, że energia z OZE jest ekonomicznie opłacalna, a jądrowa nie. Tymczasem z oficjalnych danych statystycznych wynika ponad wszelką wątpliwość, że w Niemczech zamyka się elektrownie jądrowe i proces ten jest bardzo zaawansowany, więc produkcja energii w branży „jądrówek” spada. W Stanach Zjednoczonych wyłączanie kolejnych reaktorów spowodowane jest nie „konkurencją cenową energetyki odnawialnej”, tylko bardzo tanim gazem, który w USA sprawia, że najbardziej opłacalna ekonomicznie jest energia elektryczna z siłowni gazowych (rewolucja łupkowa). Autorzy raportu niefrasobliwie twierdzą, że  energia z atomu może być konkurencyjna cenowo tylko dzięki wysokim dotacjom i pośredniej pomocy ze strony państwa. Tymczasem ten zarzut dotyczy przede wszystkim energetyki z OZE.  Rzeczywiście – elektrownie jądrowe wymagają ogromnych inwestycji, ale przy budowie. W eksploatacji – wręcz przeciwnie, ekonomicznie energetyka jądrowa  jest opłacalna. Jeśli w Niemczech OZE wygrało z energią jądrową, to nie wskutek rachunku ekonomicznego, tylko wskutek polityki ratowania klimatu, dla którego to celu Berlin wypromował słynną „energiewende”, dzięki której za Odrą wygrywają elektrownie węglowe.

Tak się złożyło, że raport WNISR Fundacja im Heinricha Boella zaprezentowała w Warszawie w czasie zaawansowanej dyskusji nad polskim programem energetyki jądrowej. Przypadek to raczej nie jest. W informacji zapowiadającej o prezentacji WNISR stwierdzono wprost jakie wnioski mają płynąć z raportu dla „…polskiej debaty o atomie. Choć utrzymuje się  ogólnoświatowy trend wyjścia z atomu, polski rząd intensywnie pracuje nad planem budowy dwóch elektrowni do 2035 roku. Jak ocenić krajowy program energetyki jądrowej pod względem bezpieczeństwa energetycznego, ekonomiki, oddziaływania na społeczeństwo i środowisko?” Pod takim założeniami Fundacja im. Heinricha Bölla zapraszała na spotkanie z głównym autorem raportu Myclem Schneiderem i na dyskusję na temat przyszłości energetyki w Polsce i na świecie. Trzeba oddać sprawiedliwość – organizatorzy przyznali, że dyskusja ma być polityczna, a nie ekonomiczna. Ma wykazać, że przyszłość to jedynie energetyka odnawialna, choć „nie zawsze wiatr wieje i świeci słońce”.

Do argumentacji przedstawionej w raporcie WNISR odniósł się dr. inż. Andrzej Strupczewski, prof. nzw. Narodowego Centrum Badań Jądrowych. Ekspert odniósł się do – jego zdaniem – nieprawdziwych informacji o stanie rozwoju energetyki jądrowej w różnych krajach.

„Pan Schneider twierdzi, że w Wielkiej Brytanii elektrownie jądrowe będą dostarczały najdroższą energię w systemie, a liczba bloków jądrowych wyniesie „nie więcej niż dwa reaktory” . Tymczasem cena równowagi ustalona dla reaktorów wynosi od 89,5 do 92,5 Ł/MWh, podczas gdy dla OZE ceny te są wyższe: dla biomasy 125, energii geotermicznej 145, dla wiatru na lądzie 95 i na morzu 155, dla energii fal 305 i dla dużych instalacji fotowoltaicznych 120 Ł/MWh ( w cenach z 2012 roku). Wielka Brytania aktywnie zachęca do rozwoju prywatnej energetyki jądrowej od 2006 roku poprzez: 1) zreformowanie procesu licencjonowania  (wprowadzenie licencjonowania standardowych rozwiązań), 2) zapewnienie wsparcia finansowego ze strony rządu, podobnego do wsparcia udzielanego odnawialnym źródłom energii OZE , aczkolwiek mniej korzystnego niż dla OZE, gdyż udzielanego na warunkach komercyjnych (stopa dyskonta 10 proc., stąd relatywnie wysokie koszty wytwarzania energii w EJ). Obecnie brytyjski urząd dozoru jądrowego (Office of Nuclear Regulation ONR) prowadzi proces wydawania zezwoleń dla dwóch typów reaktorówAP1000 przedłożonego przez firmę Westinghouse/Toshiba i ABWR przedłożonego przez General Electric Hitachi. Reaktor EPR firmy Areva uzyskał już certyfikat dozoru. Ponadto Rosatom oznajmił, że wespół z Rolls-Royce’m i Fortum przedłoży do oceny reaktor WWER-1200. Zaplanowano już że EDF zbuduje dwa reaktory EPR w Hinkley Point C-1 i C-2 oraz w Sizewell C-1 i C-2, firma Horizon należąca do Hitachi Ltd ma zbudować po dwa reaktory ABWR w Wylfa Newydd 1 i 2 oraz w Oldbury B-1 i B-2, a firma NuGeneration – należąca do firm Toshiba (60 proc. udziałów) i GDF Suez (40 proc.) ma zbudować trzy reaktory AP1000 w Moorside 1, 2 i 3. Aby zapewnić opłacalność tych projektów rząd brytyjski 1) zgodził się w czerwcu 2013 r. udzielić pożyczek na 10 miliardów funtów na budowę Sizewell C, (po ostatniej decyzji Komisji Europejskiej odbędzie się to na warunkach komercyjnych), a w grudniu 2013 r. zgodził się rozważyć analogiczne pożyczki na budowę Wylfa Newydd, oraz 2) uzgodnił kontrakt różnicowy na energię produkowaną w Hinkley Point C z ceną równowagi 92,5 Ł/MWh, a dla energii w Sizewell C z ceną 89,5 Ł/MWh . Komisja Europejska wyraziła zgodę na tę strategię. W październiku 2013 r. dla zapewnienia finansowania dla Hinkley Point C firma EDF utworzyła spółkę celową z udziałem firm chińskich i AREVY, a także innych udziałowców. W czerwcu 2014 r. zawarto porozumienie między rządem brytyjskim i organizacjami chińskimi o budowie reaktorów zaprojektowanych w Chinach np. reaktora CAP-1400, stanowiącego chińskie  rozwinięcie AP1000, pod warunkiem uzyskania certyfikatu brytyjskiego

Ten program i działania rządu brytyjskiego nie pasują do twierdzenia pana Schneidera o „dwóch reaktorach”…

Kolejnym zarzutem  stawianym przez prof. Strupczewskiego  jest podawanie w raporcie tendencyjnych komentarzy, które okazują się nieprawdziwe. I tak na str.   53.  czytamy :„Komisja Europejska odniosła się do układu dotyczącego Hinkley Point niemal całkowicie negatywnie”. Takie stanowisko reprezentował Greenpeace, zwalczający gwałtownie energetykę jądrowa, ale nie KE – podkreśla Strupczewski. – W październiku 2014 r., po uzgodnieniach z rządem brytyjskim i zmianie niektórych parametrów finansowych, KE zatwierdziła strategię kontraktów różnicowych: „Komisja stwierdza, że to wsparcie jest zgodne z przepisami UE o pomocy państwowej” Decyzja KE jest ważnym wydarzeniem, bo stawia ona energię jądrową obok innych form generacji czystej energii, przełamując w ten sposób przeszkody, jakie od lat Greenpeace stawiał na drodze do uznania energii jądrowej za istotny element czystej energetyki. Dziś Komisja Europejska gotowa jest wspierać energetykę jądrową

Poważny zarzut przedstawiciela NCBJ to tendencyjny wybór danych (dane niereprezentatywne). Na str 85 pan Schneider podaje wykres generacji energii elektrycznej w 51 tygodniu 2013 roku:

wykres1

 

I pisze o wysokim udziale wiatru w produkcji energii. Ale nie wspomina on o okresie o dwa tygodnie wcześniejszym, gdy wiatru i słońca brakowało.

 

wykres2

Die Welt: „Na początku grudnia 2013 r. produkcja energii z elektrowni wiatrowych i słonecznych niemal kompletnie stanęła. Nie obracało się ponad 23 000 wiatraków. Milion układów fotowoltaicznych niemal całkowicie przerwało wytwarzanie prądu. Przez cały tydzień EW, EJ i gazowe musiały zaspokajać około 95 proc. zapotrzebowania Niemiec. – Właśnie w takiej sytuacji okazuje się, że elektrownie systemowe są niezbędne. Systemowe – bo na nich może polegać system energetyczny. Na OZE  polegać nie można – utrzymuje profesor.

– Co do redukcji emisji CO2 – podkreśla prof. Strupczewski – Schneider lekceważy rolę energetyki jądrowej w powstrzymaniu emisji CO2, podtrzymując twierdzenia partii Zielonych, że powstrzymanie ocieplenia globalnego jest głównym powodem by rozwijać OZE. Tymczasem Międzyrządowy Zespół ds. Zmiany Klimatu IPCC  stwierdza, że energetyka jądrowa jest sprawdzonym źródłem energii, które mogłoby dać znaczący wkład w produkcję energii o niskiej lub zerowej emisji dwutlenku węgla. Parlament Europejski i Komisja Europejska potwierdzają, że energia jądrowa jest największym niskoemisyjnym źródłem energii elektrycznej, a w rezolucji PE jest stwierdzenie, że bez energetyki jądrowej osiągnięcie redukcji emisji CO2 byłoby niemożliwe. Natomiast Schneider sugeruje, że IPCC preferuje  (puts forward) scenariusz redukcji emisji CO2 przewidujący stopniową likwidację energetyki jądrowej. Tymczasem na przykładzie Niemiec widać, że wprowadzanie OZE wcale nie redukuje emisji CO2. I to pomimo, że moc wiatraków w Niemczech wynosi 32,5 GWe, a moc paneli słonecznych 35,6 GWe! Niemcy noszą dziś tytuł największego truciciela Unii Europejskiej, a emisje CO2 rosną. Nie tylko zresztą w Niemczech, gdzie w 2013 roku wzrosły o 2% dochodząc do 760 mln ton ale i w Danii, również rozwijającej intensywnie energetykę wiatrową, gdzie w 2013 r. wystąpił wzrost emisji CO2 o 6,8 % . http://phys.org/news/2014-05-germany-eu-worst-polluter-co2.html

Jeśli chodzi o rozwój OZE – podkreśla ekspert – Pan Schneider pisze o szybkim rozwoju odnawialnej energii i o obniżeniu łącznej mocy elektrowni jądrowych w okresie od 2000 do 2013 roku. Pokazuje wzrost energii elektrycznej produkowanej rocznie z OZE przy spadku energii produkowanej z elektrowni jądrowych (str. 78). Są to wykresy zgodne z prawdą, ale pan Schneider nie pisze, że szybki wzrost mocy OZE jest wynikiem decyzji politycznych w USA i w UE, dzięki którym OZE uzyskały wysokie subwencje, zapewniające rekordowe zyski deweloperom OZE kosztem obciążenia budżetów odbiorców prądu. Oczywiste jest, że jeśli państwo gwarantuje producentom wysoki zysk, to międzynarodowy kapitał wykorzystuje tę sposobność do szybkiego wzbogacenia. Subwencje  te finansowane są między innymi ze specjalnych podatków nakładanych na elektrownie jądrowe w Niemczech („podatek od paliwa jądrowego”), Szwecji, Belgii, Hiszpanii i innych krajach. Kompletnie przeczy to twierdzeniom o nierentowności energetyki jądrowej. Profesor Strupczewski podkreśla, że efekt podnoszenia cen energii to setki tysięcy ludzi, którzy żyją w ubóstwie energetycznym w Niemczech  i w Wielkiej Brytanii  (gdzie dążenie do  budowy farm wiatrowych też doprowadziło do wzrostu cen energii. Natomiast, mimo wszystkich oskarżeń energetyki jądrowej o wysokie nakłady inwestycyjne, jest niezaprzeczalnym faktem, że dostarcza prąd tańszy niż z OZE we wszystkich krajach. Greenpeace dlatego właśnie zwalcza elektrownie jądrowe, że produkują one czystą energię bez subwencji, a wprowadzenie równych szans dla wszystkich czystych źródeł energii grozi odebraniem subwencji dla OZE i pozbawieniem deweloperów OZE ogromnych zysków. Gdy w końcu 2013 r. USA podjęły decyzje o obniżeniu subwencji dla OZE, nastąpił gwałtowny spadek tempa budowy OZE. To samo wystąpiło w Hiszpanii, która przekonała się, że chwilowe nadmiary energii słonecznej nie dają bynajmniej pewności zaopatrzenia w energię i podjęła decyzję o obcięciu subsydiów dla energetyki słonecznej o 45 proc. Inwestorzy OZE w Hiszpanii, którzy uzyskiwali rentowność kapitału sięgającą 20 proc. rocznie, po redukcji subsydiów przestali inwestować. We Włoszech okazało się, że zobowiązania wobec deweloperów OZE są większe niż gospodarka może wytrzymać i rząd włoski zdecydował się na obcięcie subsydiów, ale mimo to Włosi będą musieli zapłacić ponad 20 mld euro w ciągu 20 lat. W Niemczech dopłaty do OZE doszły już do 24 mld euro rocznie. Mimo to firmy solarne w Niemczech bankrutują. W 2007 r. akcje wielkich niemieckich firm słonecznych – SMA Solar, SolarWorld, Q-Cells, Conergy, Solon, Solar Millennium, Centrotherm, Phoenix Solar – – były warte ponad 25 mld euro. Dzisiaj łącznie są warte 1.12 mld euro. Wielkie firmy produkujące panele słoneczne jak Conergy, Solon i Q-Cells ogłosiły bankructwo.

W USA do najgłośniejszych należą bankructwa firm produkujących panele słoneczne, jak  Solyndra, której nie wystarczyło otrzymanie od rządu wsparcia w wysokości 529 mln USD i Abound Solar, która otrzymała 70 milionów USD.

wykres3

– Oto wykres pokazujący prawdziwy obraz konkurencyjności OZE w USA. Gdy tylko wsparcie finansowe znikało, inwestycje w OZE malały o 76% a ostatnio nawet of 92%. Wykres pochodzi ze strony internetowej AWEA, to jest American Wind Energy Association, która przy innych okazjach twierdzi, że OZE są opłacalne, ale gdy brakuje subsydiów, walcząc o pieniądze gotowa jest powiedzieć prawdę. Kolejne nieprawdziwe argumenty Schneidera – zwraca uwagę  Andrzej Strupczewski – dotyczą wzrostu szacowanych jednostkowych nakładów inwestycyjnych na elektrownie jądrowe.  Twierdzi on ,że na przestrzeni lat 2000-2013 wzrosły one od 1000 USD/kWe do 13.6 USD/1600 MWe ( w UK), czyli 8500 USD/kWe. W rzeczywistości bezpośrednie nakłady inwestycyjne (overnight) szacowane wg cen w marcu  2003 roku w studium fińskim wynosiły 1900 Euro/kWe ( czyli 2527 USD/kWe), a w 2013 r. 5530 USD/kWe ( w dolarach o wartości z 2012 r.). Po uwzględnieniu inflacji od 2003 do 2013 roku ( współczynnik 1,26,) okazuje się, że nakłady inwestycyjne wzrosły 5530/(2527 x 1,26) = 1,74 razy. Jest to znaczący wzrost, ale zrozumiały, gdy weźmiemy pod uwagę wzrost wymagań bezpieczeństwa dla nowej generacji elektrowni jądrowych, szczególnie po zamachach terrorystycznych i po awarii w Fukushimie. Dla porównania rozpatrzmy koszty wiatraków na morzu, o których Greenpeace mówi, że stale maleją i że wiatraki na morzu dają energię taniej niż elektrownie jądrowe.

 wykres4

W  broszurze „Morski wiatr kontra atom” wydanej przez Greenpeace (str. 24) – czytamy: „Nakłady inwestycyjne na MFW na MW (peak) w 2011 r  wynosiły  3500 €/kW”. Tymczasem w 2002 r. było  to 1700 € /kW, w 2007 r. 2000 € /kW, a w  2008 r. 2700 € /kW. W przypadku najnowszej farmy Baltic 2 o mocy 288 MW koszt całkowity wynosi 1250 mln euro, co daje koszt jednostkowy 4340 euro/kW. Wskaźnik inflacji dla krajów UE od 2001 do 2012 r wyniósł około 1,255. Wzrost z 1700 na 4340 € /kW nie pozwala mówić o „malejących kosztach”. Podobny wzrost kosztów wystąpił w przypadku farm wiatrowych na lądzie – od 2004 do 2010 r. w przypadku Niemiec od 956   do 2050 USD/kW, a średnio na świecie od 850 USD2010/kW, do 2000 USD2010/kW. W ciągu 7 lat nakłady wzrosły więc 2,36 razy licząc po cenach stałych z 2010 r.- A przecież normy bezpieczeństwa dla morskich i lądowych farm wiatrowych nie były podwyższane, tak jak w przypadku elektrowni jądrowych. Jak widać, wzrost kosztów instalacji energetycznych był zjawiskiem występującym nie tylko w energetyce jądrowej.

Co do wiarygodności kredytowej – Schneider pisze o zmianach tej wiarygodności firm mających elektrownie jądrowe (str. 58) podając, że od roku 2008 do 2013 zmieniła się ona dla GDF Suez z A do BBB+ i dla EDF  z AA- do A+, ale pomijając fakt, że dla KEPCO indeks ten polepszył się z A do A+. dla TVO pozostał na poziomie BBB, a dla firmy E.On będącej największym na świecie operatorem OZE spadł z A do A-. Nie są to bynajmniej duże zmiany i nie oznaczają spadku zaufania do energetyki jądrowej. Natomiast wartość akcji i całych firm propagujących OZE gwałtownie zmalała od 2008 roku, gdy propaganda OZE święciła sukcesy i subsydia były największe, do chwili obecnej, gdy ekonomiści i inżynierowie wytykają wady OZE, a politycy bojąc się buntu biednych obcinają dotacje. Wykres poniżej pokazujący wartość rynkową firm OZE i jej spadek od 1900 punktów w 2008 do 320 punktów w końcu 2013 roku wzięty jest z materiałów agencji RENIXX , przedstawiającej  Renewable Energy Industrial index.

wykres5 

W skali światowej widać, że entuzjazm wobec OZE minął, a wycofywanie subsydiów przez coraz nowe rządy powoduje spadek wartości firm budujących OZE. Czy w świetle szeregu bankructw firm OZE i ogólnego spadku wartości OZE na świecie można używać drobnych zmian w górę i dół w indeksach jądrowych firm energetycznych jako argumentu przeciw energetyce jądrowej? – Energetyka światowa przechodzi trudny okres – podkreśla naukowiec –  i UE szuka rozwiązań, które pozwoliłyby na rozwijanie czystych źródeł energii przy utrzymaniu kosztów na rozsądnym poziomie. Intensywne subsydiowanie OZE powoduje wzrost kosztów energii szkodliwy dla odbiorców indywidualnych i dla przemysłu, a jednocześnie powoduje silne zaburzenia w systemie energetycznym, których pokonanie wymaga dalszych kosztów. W tej sytuacji przeciwstawianie energetyce jądrowej odnawialnych źródeł energii jest niesłuszne, oba te źródła energii są potrzebne, ale we właściwych proporcjach. Próby zwalczania energetyki jądrowej prowadzone przez Greenpeace są szkodliwe dla ludzkości i w praktyce przynoszą złe skutki.

 

Źródło: biznesalert.pl

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Print this page