Zawsze uważałem się za zagorzałego ekologa. Kiedy miałem 9 lat, mama czytała mi książkę pt. „Silent Spring” (książka o tematyce ekologicznej, opisująca zagrożenia związane z masowym stosowaniem pestycydów autorstwa Rachel Carson – przyp. tłum.), a temat zimnej wojny czy też nuklearnego wyścigu zbrojeń nie był niczym niezwykłym przy naszym rodzinnym stole. Dlatego też anty-nuklearne i ekologiczne przekonania były we mnie głęboko zakorzenione.

Mój pierwszy film dokumentalny – Radio Bikini, który miał swoją premierę na festiwalu Sundance w 1988 r. i zdobył nominację do Oscara, był głosem sprzeciwu wobec broni nuklearnej. Kolejny film – Dni Ziemi, wyświetlony podczas finałowego pokazu na tym samym festiwalu w 2009 r., opowiadał historię powstania ruchów ekologicznych w czasach mojej młodości. Podczas prac nad tym filmem po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, jak przesiąknięte pesymizmem są tego typu organizacje w dzisiejszych czasach i jak niewiele udało im się zdziałać w kwestii zmian klimatycznych. Dopiero znajomość ze Stewartem Brandtem sprawiła, że zetknąłem się z nowym i bardziej optymistycznym podejściem do ochrony środowiska, które promowało rozwój technologiczny. Od tego momentu zacząłem szukać i odkrywać niewielką, ale stale rosnącą grupę ludzi z różnych rejonów świata, którzy kwestionują i przeciwstawiają się temu, co stało się dzisiejszą, sztywną i konserwatywną wersją ekologii.

Nie było mi łatwo przyznać, że intensywny rozwój technologii jądrowych jest obecnie naszą największą szansą na to, aby zapobiec środowiskowej katastrofie. Jednocześnie rosnące przekonanie, że tak właśnie jest sprawiło, że zacząłem stawiać sobie pytania o podstawowe założenia nowoczesnej ekologii. Od przekonania, że możemy znacząco obniżyć zapotrzebowanie na energię dzięki większej efektywności energetycznej, po wiarę w to, że odnawialne źródła energii będą w przyszłości zasilać całą planetę. Wydaje mi się, że to prawie religijne przywiązanie ruchów lewicowych i ekologów do pewnych niepodważalnych przekonań, miało równie duży wpływ na nasze przedłużające się przywiązanie do paliw kopalnianych, jak i przerażająca swoboda, z jaką konserwatyści podchodzą do zmian klimatycznych. Obie strony, przekonane o swoich racjach i okopane na sztywnych pozycjach tkwią w ideologicznym sporze, który w przyszłości może mieć fatalne skutki dla nas wszystkich. Dlatego też musimy zmierzyć się z faktami.

Przez trzy lata całkowicie poświęciłem się pracy nad tym dokumentem. Staram się w nim odpowiedzieć na prawdopodobnie najważniejsze i najbardziej niewygodne obecnie pytanie: jak sprostać zapotrzebowaniu na energię we współczesnym świecie nie niszcząc jednocześnie środowiska, w którym rozwinęła się nasza cywilizacja? Od początku wiedziałem, że ten film musi być mocno osobisty, żeby w ogóle wywarł jakikolwiek wpływ na masową publiczność. Już na wstępnym etapie podjąłem decyzję, że skupię się na kilku kluczowych osobach, które, tak jak ja, drastycznie zmieniły swoje przekonania na temat energii jądrowej. Ich ewolucja, od stanowczego stanowiska antynuklearnego, aż do gorliwej postawy pro-nuklearnej, stanowi centralną oś dramatyczną filmu. Mam nadzieję, że poprzez ten film uda mi się zaprosić publiczność do podobnej intelektualno-poznawczej przygody.

OBIETNICA PANDORY to bez wątpienia jeden z najbardziej osobistych i ważnych filmów w mojej karierze. Dzięki niemu dowiedziałem się, że miałem całkowicie błędne przekonania dotyczące energetyki, zaś wszystko to, co myślałem o energii jądrowej i związanych z nią wydarzeniach historycznych odbiegało od prawdy.

Praca nad tym filmem stała się dla mnie wielką podróżą, wiodącą przez cztery różne kontynenty do ukrytego świata energii jądrowej. Byłem w okrytej złą sławą elektrowni w Czarnobylu (bodajże jako pierwszy zagraniczny operator), zapuściłem się w głąb zamkniętej strefy w Fukushimie, zobaczyłem też popularną plażę w Brazylii, gdzie naturalnie występujące promieniowanie tła przekracza ponad trzystukrotnie dawki uznawane za „normalne”! Odwiedziłem też mało znane centrum naukowe w Idaho, gdzie ponad 20 lat temu wynaleziono nowy rodzaj reaktora odpornego na stopienie, który jest zasilany odpadami nuklearnymi.

Jeśli miałbym wskazać na jeden moment, w którym doznałem „olśnienia”, to było to w niewielkim pomieszczeniu we Francji (rozmiaru boiska do koszykówki), gdzie składowanych jest 80% odpadów z całego kraju z ostatnich 30 lat: cztery cylindryczne tuby o długości 10 metrów i średnicy 1 metra to wszystko, co zostało z procesu zasilania całego Paryża przez ostatnie 30 lat czystą energią jądrową! Pomyślałem sobie wtedy: „Boże, co myśmy sobie wyobrażali!”

Robert Stone
22 kwietnia 2013 r.

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Print this page