przemys__szuka_antidotum_na_niestabilno___sieci__500x333

W dużych zakładach przemysłowych, nawet trwająca ułamek sekundy zmiana napięcia prądu może wyrządzić ogromne szkody.

Gwałtowne wahania napięcia w niemieckiej sieci elektroenergetycznej są przyczyną ogromnych szkód w wielu zakładach przemysłowych. Wiele zakładów próbuje chronić się i ograniczać ryzyko instalując własne generatory prądu i stabilizatory napięcia. Ostrzegają jednak, że będą zmuszeni przenosić produkcję, jeśli rząd szybko nie rozwiąże problemu.

W Hydro Aluminium w Hamburgu stanęły, bo wysoce wrażliwy czujnik w walcowni wstrzymał produkcję tak nagle, że zerwały się aluminiowe taśmy, uderzyły w maszyny i zniszczyły część wyposażenia.  Powód: na milisekundę osłabło napięcie w sieci.

Pracownicy musieli wyciągać z maszyn na wpół obrobione walce. Minęło dobrych kilka godzin zanim wznowiono produkcję. Straty oszacowano na 10 000 euro (12 300 dolarów).

W okresie kolejnych trzech tygodni, napięcie w hucie w Hamburgu spadało jeszcze dwukrotnie, za każdym razem na ułamek sekundy. Ponieważ maszyny miały wówczas przestój techniczny, nie doszło do żadnych zniszczeń. Niemniej jednak, żeby uniknąć strat w przyszłości spółka zainwestowała 150 000 euro w stworzenie własnego systemu awaryjnego zasilania, z wykorzystaniem baterii.

„Napięcie mogłoby spaść w momencie, kiedy produkcja jest w toku a nawet spowodować pożar” – mówi Axel Brand, dyrektor huty – „To oznaczałoby dla nas ogromne straty.”

Ambitne cele

Żeby złagodzić skutki przejścia na energię z OZE, zarządzający innymi zakładami przemysłowymi również rozważają rozwód z niemiecką siecią elektroenergetyczną.

A ponieważ coraz więcej przedsiębiorstw, w których stosuje się wrażliwe systemy kontroli zabezpiecza produkcję poprzez zakup generatorów i baterii, zyskują na tym ich producenci. „Ciężko w tej chwili znaleźć kogoś, kto nie martwiłby się o dostawy prądu” – mówi Joachim Pfeiffer, parlamentarzysta i rzecznik partii rządzącej CDU ds. gospodarczych.

Niepokój ten jest następstwem przejścia na energię z OZE, którego plan kanclerz Angela Merkel ogłosiła w zeszłym roku po wydarzeniach w Fukuszimie. Nawet jeśli przestawianie na OZE idzie na razie opornie, Merkel wyznaczyła ambitne cele: udział OZE w konsumowanej energii ma wzrosnąć do 35% w 2020 i do 80% w 2050. Wszystkie niemieckie reaktory jądrowe będą wygaszone przed 2022.

Problem polega na tym, że farmy wiatrowe i słoneczne po prostu nie dają stałych dostaw energii w tej samej wysokości, co elektrownie jądrowe, czy gazowe. Aby uzyskać taką samą wysokość produkcji elektryczności, co ze źródeł konwencjonalnych, operatorzy sieci muszą być w stanie dokładnie przewidzieć, jak silny będzie wiał wiatr lub jak mocno będzie świeciło słońce.

A to okazuje się problematyczne. Nawet w przypadku, kiedy operatorzy pomylą się o zaledwie kilka punktów procentowych, napięcie w sieci spada. Nie ma to większego wpływu na urządzenia AGD, takie jak odkurzacze, czy ekspresy do kawy. Ale w przypadku skomplikowanych urządzeń o wysokiej wydajności, jak zaawansowane technologicznie komputery sterujące, brak prądu trwający nawet ułamek sekundy może doprowadzić do awarii systemu.

Korzystając z problemów

Ankieta wśród członków niemieckiego związku producentów energii (VIK) wykazała, że liczba krótkich przerw w dostawach prądu do sieci wzrosła o 29% w ciągu ostatnich trzech lat. W tym samym czasie, liczba przerw w dostawie usług wzrosła o 31% i ponad połowa z tych zdarzeń zaskutkowała przerwą w produkcji przemysłowej gdzieś w kraju. Według zebranych informacji, wielkość poniesionych strat waha się w przedziale od 10 000 do setek tysięcy euro.

Na przerwach w dostawie prądu zyskują producenci baterii i innych awaryjnych źródeł energii. „Wartość sprzedaży jest już o 13% wyższa niż rok temu” – mówi Manfred Rieks, dyrektor Jovyatlas, firmy specjalizującej się w przemysłowych systemach energetycznych.

Wartość sprzedaży APC, jednego z głównych producentów technologii awaryjnego zasilania, rosła o 10% rocznie na przestrzeni ostatnich 3 lat. „Każde przedsiębiorstwo, bez względu na to, czy to mała firemka, czy spółka notowana na DAX, kupuje coś od nas.” – twierdzi Michael Schumacher, główny inżynier systemów z APC, mając na uwadze niemiecką listę blue chipów.

Nawet August Wagner, dyrektor spółki tekstylnej, która zatrudnia ok. 180 osób w Bawarii, ubezpiecza się na wypadek problemów z dostawami prądu. Zatrzymanie produkcji byłoby dla niego katastrofalne. „Podczas farbowania, w farbiarni znajdują się jednocześnie setki tysięcy metrów bieżących tkaniny.” – wyjaśnia – „W przypadku braku prądu, tracimy wszystko. Ponosimy ogromne straty.”

Wagner sam kontroluje teraz dostawy prądu podczas produkcji – tak, aby do jakiejkolwiek przerwy nie dopuścić. Co więcej, przez kilka miesięcy, kontener w awaryjnym źródłem zasilania stał zaraz obok zakładu produkcyjnego. Od tamtej pory, działający po sąsiedzku przedsiębiorcy wpadają, żeby zobaczyć, jak Wagner to wszystko zorganizował.

Aurubis, główny producent i przetwórca miedzi w Hamburgu, wydał około 2 miliony euro na zabezpieczenia przed przykrymi niespodziankami ze strony sieci. „Jeśli stabilność sieci nie poprawi się, będziemy musieli uciekać się do korzystania z awaryjnych źródeł zasilania zarówno tej, jak i następnej zimy.” – mówi przedstawiciel spółki.

Notując straty

Nawet jeśli podjęte przez przedsiębiorców środki są skuteczne, to nie rozwiązują wszystkich problemów. Wciąż nie wiadomo, kto poniesie odpowiedzialność, jeśli zawiodą środki awaryjne. Na razie, operatorzy są zobowiązani pokrywać straty przedsiębiorstw do wysokości 5 000 euro. Hydro Aluminum domaga się, aby jego operator płacił też w przypadku zdarzeń, które spowodowały szkody w wyższej wysokości. „Szkody osiągnęły już taki rozmiar, że nie będziemy w stanie ponosić ich dalej” – mówi Hydro Aluminium.

Z tego względu, Hydro Aluminium zawnioskowało do federalnej agencji odpowiedzialnej m.in. za regulację rynku energii o powołanie jakiegoś organu, izby bądź instytucji, która mogłaby służyć jako mediator w sporach pomiędzy przedsiębiorcami a operatorami. Tak, jak sąd taka instytucja decydowałaby, czy odpowiedzialność finansową za szkody materialne i straty w produkcji ponosi dana spółka, czy operator sieci.

Na razie jednak, szef federalnej agencji ds. sieci, nie chce słyszeć o takim pomyśle. Najpierw planuje szczegółowo omówić problem ze specjalistami i stowarzyszeniami działającymi w branży.

Ale dla spółek takich jak Hydro Aluminium, długa zwłoka to przekleństwo. Rozwiązanie w postaci samodzielnego zapewnienia awaryjnych źródeł zasilania dla wszystkich dziewięciu zakładów produkcyjnych w Niemczech będzie po prostu zbyt kosztowne. Straty będą zaś ogromne, jeśli kwestia odpowiedzialności finansowej nie wyjaśni się odpowiednio szybko. „W długim okresie, jeśli nie będziemy w stanie zapewnić stabilności sieci, przedsiębiorstwa zaczną wynosić się z Niemiec” – mówi Pfeiffer, ekspert ds. energii w CDU. „Jako kraj uprzemysłowiony i centrum przemysłowe, nie możemy do tego dopuścić.”

Źródło: Der Spiegel 

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Print this page