Ta wiedza z trudem przebija się przez towarzyszący nam od lat strach przed atomem i energetyką jądrową. Bo niełatwo uwierzyć w to, że promieniowanie jonizujące w niewielkich dawkach może wpływać pozytywnie na nasze zdrowie.

O tym, że to dawka czyni truciznę, wiedział już w XVI wieku Paracelsus, słynny niemiecki lekarz i przyrodnik. A trucizna, podawana w małych dawkach, może stać się lekarstwem. Na tej zasadzie działają wszystkie szczepionki, które pobudzają układ odpornościowy do produkcji przeciwciał poprzez wprowadzenie do organizmu nieszkodliwej dawki wirusa. Zaklinacze węży uodparniają się na jad, zażywając coraz większe jego ilości. Ołów i cyna, metale ciężkie w większych stężeniach zabójcze dla organizmu, w małych dawkach są mu wręcz niezbędne. Mechanizm ten nazwany został hormezą od greckiego słowa „hormon” oznaczającego „stymulant”. Działa on również w przypadku niewielkich dawek promieniowania jonizującego i nosi nazwę hormezy radiacyjnej. To świetnie udokumentowane zjawisko, choć dla wielu trudne czy wręcz niemożliwe do zaakceptowania.

Promieniowanie jest wszędzie

Problem w tym, że na powszechnej wiedzy dotyczącej promieniowania jonizującego ciąży bagaż negatywnych doświadczeń, takich jak awarie elektrowni jądrowych w Czarnobylu czy Fukushimie. Przez te wielkie negatywne emocje nie są w stanie przebić się fakty, których świadomość mają naukowcy już od kilkudziesięciu lat. A chodzi o to, że promieniowanie jonizujące, które w wielkich dawkach powoduje śmierć, w niewielkich dawkach może mieć dobroczynne skutki, takie jak zmniejszenie liczby nowotworów czy wydłużenie życia.

– Cały system ochrony radiologicznej, respektowany przez rządy większości państw świata, oparty jest na zasadzie mówiącej o tym, że promieniowanie jonizujące szkodzi bezwzględnie, w każdej dawce – mówi prof. Ludwik Dobrzyński z Narodowego Centrum Badań Jądrowych. – Tak więc za bezpieczną dawkę promieniowania, którą może przyjąć człowiek, uznaje się zaledwie 1 mSv [milisiwert jest jednostką dawki promieniowania pochłoniętego przez organizm – przyp. Crazy Nauka ] na rok. Żeby się przekonać, jak to mała ilość, warto wiedzieć, że jest to mniej więcej jedna trzecia tego, co średnio każdy mieszkaniec Ziemi dostaje od matki natury. W warunkach ekstremalnych za niezagrażającą zdrowiu uznaje się dawkę 20 mSv. Tymczasem są na świecie rejony, w których dawka roczna otrzymywana przez mieszkańców sięga kilkuset milisiwertów rocznie!

Tak jest na przykład w Iranie, gdzie w niektórych rejonach natura serwuje dawki w granicach 260 mSv, zaś w południowej Francji czy Brazylii – niemal 800 mSv! W Polsce naturalnie otrzymujemy 2,5 mSv rocznie. Promieniowanie to pochodzi od naturalnych radiopierwiastków zawartych w skałach, glebie i naszych organizmach – potasu-40, radu-226, radonu-222, polonu-210 oraz innych radioizotopów z rodziny uranu i toru. Wśród sztucznych źródeł promieniowania dominują procedury medyczne, od których pochodzi w skali globu średnio 0,4 mSv na rok. Mieszkańcy skażonych opadem okolic Czernobyla otrzymali średnią dawkę około 1 mSv rocznie.

Bezpieczna dawka

– Badania prowadzone w obszarach podwyższonego promieniowania naturalnego, ale też wśród osób, które przeżyły wybuchy bomb w Hiroszimie i Nagasaki, wykazały coś szokującego: tam, gdzie promieniowanie jest nieco podwyższone, ludzie rzadziej chorują na nowotwory i żyją dłużej niż osoby, które nie były wystawione na umiarkowane promieniowanie – mówi prof. Dobrzyński.

Co więc znaczą „niewielkie dawki” promieniowania? W 1994 roku Komitet Naukowy Narodów Zjednoczonych ds. Skutków Promieniowania Atomowego (UNSCEAR), najwyższy autorytet międzynarodowy w sprawach promieniowania jonizującego, ogłosił, że bezpieczna granica dla człowieka w ciągu roku nie wynosi 1 mSv, ale… aż 200 mSv.

Dla porównania: minimalna dawka, przy której wypadają włosy, to 1000 mSv. Dawka śmiertelna to jednorazowo 3000-5000 mSv, choć w Hiroszimie i Nagasaki ci, którzy ocaleli najbliżej centrum wybuchu, przyjęli aż 6000 mSv.

– Słowem kluczowym jest tu „jednorazowo”, dlatego że najbardziej szkodliwe dla ludzkiego zdrowia są duże dawki promieniowania przyjęte w krótkim czasie – mówi prof. Dobrzyński.

Napromieniowani żyją dłużej

Zdobywanie wiedzy o wpływie radiacji na ludzi zaczęło się właśnie od tych osób, które narażone były na ogromne dawki promieniowania.  Zaobserwowane u  nich objawy choroby popromiennej doprowadziły naukowców do wniosku, że nawet najmniejsza dawka promieniowania jest szkodliwa dla zdrowia, choć oczywiście w dużo mniejszym stopniu.

Tylko że dane płynące po latach z Hiroszimy i Nagasaki nie potwierdzały tych założeń. Komitet UNSCEAR otrzymywał informacje o tym, że ludzie z okolic tych miast, którzy ocaleli po atakach jądrowych, w późniejszych latach rzadziej chorowali na białaczkę, a wśród ich dzieci odnotowano o 20-30 proc. mniej zaburzeń liczby i struktury chromosomów (skutkiem nieprawidłowości chromosomalnych są choroby genetyczne takie jak zespół Downa czy Turnera).

Te dziwne wyniki potwierdziły m.in. trwające od 1980 do 1988 roku badania amerykańskie przeprowadzone wśród ponad 100 tys. stoczniowcówpracujących przy okrętach podwodnych o napędzie nuklearnym. Okazało się, że napromieniowani robotnicy żyli średnio o blisko trzy lata dłużej niż ich koledzy niestykający się z pierwiastkami radioaktywnymi. A co najdziwniejsze, wśród silniej napromieniowanych pracowników stoczni śmierć z powodu białaczki zdarzała się o 58 proc. rzadziej niż u osób nienarażonych na promieniowanie. Wyniki te były tak kontrowersyjne, że prowadzący badania naukowcy z Johns Hopkins University nie ośmielili się ich opublikować. Dopiero trzy lata później, w 1991 roku, amerykański Departament Energii wydał je w formie dwustronicowej notki prasowej. Dowodów na to, że niskie dawki promieniowania mogą chronić przed nowotworami, jest znacznie więcej, i dotyczą nie tylko ludzi, ale też zwierząt laboratoryjnych.

Co więcej, naukowcy z Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie przeprowadzili eksperyment, po którym doszli do wniosku, że naturalne promieniowanie jonizujące jest niezbędne do życia, a pozbawione go rozwielitki przestają się rozmnażać.

Bój o naprawę DNA

Ale dlaczego promieniowanie miałoby pozytywnie wpływać na ludzkie zdrowie? Niewielkie jego dawki działają jak radiacyjna szczepionka – pobudzają procesy naprawcze w DNA, przede wszystkim zobojętniając rodniki tlenowe, nieustannie gromadzące się w naszych komórkach i niszczące je od wewnątrz. Te agresywne formy tlenu są produktem ubocznym metabolizowania tego gazu. Skąd się biorą? Z powietrza, którym oddychamy. W każdej komórce ssaka powstaje z tego powodu w ciągu roku ponad 70 mln uszkodzeń DNA, które w prostej linii prowadzą do powstania nowotworów.

Podobne uszkodzenia, choć mniej liczne, powstają w wyniku działania promieniowania jonizującego pochodzącego ze źródeł naturalnych, jakim nieustannie jesteśmy bombardowani. Przez miliony lat ewolucji nasze organizmy wytworzyły skuteczne systemy obrony przed tym promieniowaniem, które we wczesnych okresach geologicznych było wyższe niż obecnie. Jeśli więc potraktujemy ludzki organizm niewielką dawką promieniowania, to odpowie on wzmożonymi działaniami regeneracji uszkodzonego DNA – przede wszystkim zobojętni szkodliwe rodniki tlenowe, ale też zacznie stymulować układ odpornościowy oraz pobudzi produkcję białek stresowych (zwanych białkami szoku cieplnego – z ang. Heat Shock Proteins, czyli HSP), które naprawiają uszkodzone komórki. Tym sposobem mogą przeciwdziałać wielu chorobom, głównie tym wynikającym ze stanów zapalnych lub niedokrwienia czy niedotlenienia.

Na podobnej zasadzie stymulujemy odpowiedź organizmu, wchodząc do sauny. Przebywając tam krótko, narażamy się na szok termiczny, który stymuluje białka szoku cieplnego do działania. Gdybyśmy pozostali tam dłużej niż 10-15 minut, umarlibyśmy z przegrzania.

Wygląda też na to, że aktywność tych białek ma spory związek z długością życia. Zwierzęta, którym wszczepiono dodatkową kopię genu odpowiedzialnego za wytwarzanie białek ratunkowych, żyły dłużej niż średnia statystyczna. Te zaś, które wystawiano na niewielkie dawki promieniowania, także miały dłuższe życie niż nich niewystawieni na radiację kuzyni, co wykazał już pierwszy raport UNSCEAR.

Mimo tych wszystkich dowodów promieniowanie jonizujące wciąż kojarzy się większości z nas jedynie ze skażeniem, zniszczeniami i chorobami. Pewnie musi minąć jeszcze trochę czasu, zanim ludzkość otrząśnie się z traumy po Hiroszimie, Czarnobylu czy Fukushimie.

467px-dna_repair_zdj

(źródło: www.commons.wikimedia.org)

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Print this page