Unia Europejska ma jasny cel – chce w 2050 r. być strefą nieprodukującą dwutlenku węgla. Cały czas nie ma jednak zgody, jak to osiągnąć: czy z wykorzystaniem energetyki jądrowej, czy bez – twierdzi Jean-Pol Poncelet, dyrektor generalny Foratomu, agencji zajmującej się pośrednictwem między przemysłem nuklearnym a instytucjami europejskimi.

Poncelet spotkał się z grupą polskich dziennikarzy w brukselskiej siedzibie Foratomu. Dyskusję zdominowała decyzja Niemiec o zamknięciu elektrowni jądrowych w tym kraju. Niemcy w reakcji na katastrofę w japońskiej Fukushimie ogłosiły, że zamierzają zamknąć wszystkie elektrownie jądrowe na swoim terytorium. Niemal natychmiast Berlin wydał polecenie wycofania z użytkowania części najstarszych obiektów. – I niemal z dnia na dzień zniknęło 10 GW mocy. To musiało zdestabilizować europejski bilans energetyczny. Także chciałbym być dobrze zrozumiany. Nie krytykuję Niemców za to, że podjęli taką decyzję, mieli do niej prawo. Błędem był natomiast brak dyskusji o tym wcześniej – powiedział Poncelet.

Unia przyjęła pakt klimatyczny, który zobowiązuje wszystkie państwa członkowskie do redukcji emisji CO2 do środowiska o 20 proc. – Pytanie brzmi, czy będziemy chcieli to osiągnąć bez elektrowni jądrowych, czy z nimi – twierdzi dyrektor generalny Foratomu.

Według niego decyzja Niemiec o wygaszeniu reaktorów jądrowych nie oznacza, że Europa całkowicie zrezygnuje z tego sposobu produkcji energii. – Przecież Wielka Brytania zareagowała dokładnie odwrotnie – przypomina. I podkreślił, że tylko elektrownie jądrowe są naprawdę przewidywalnym i czystym źródłem prądu. – Nikt nie wie, ile za 10 lat będzie kosztował gaz łupkowy, energia ze znanych dziś źródeł odnawialnych czy też innych, które być może zostaną odkryte. Tymczasem w momencie uruchomienia elektrowni jądrowej, od razu można oszacować koszty na kilkadziesiąt lat w przód – zaznaczył.

Poncelet nie ma wątpliwości, że gdy dokonuje się bilansu potrzeb i możliwości produkcyjnych inwestycje w elektrownie jądrowe są opłacalne. Mimo to pytany o przyszłość energetyki jądrowej na kontynencie ma wątpliwości. – Trudno przewidywać, co może się wydarzyć w ciągu najbliższych 40 lat. Wystarczy spojrzeć 40 lat wstecz, by uprzytomnić sobie, że przewidzenie kryzysu naftowego, upadku muru berlińskiego, wynalezienia internetu i telefonów komórkowych było właściwie niemożliwe – wyjaśnił dyrektor generalny.

Źródło: informacje własne, 4.10.2011

 

 

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Print this page