Inwestycje w energetykę jądrową nie stanęły nawet po panice wywołanej wydarzeniami w Fukushimie. Skoro ich budowa opłaca się w wielu krajach, dlaczego nie miałaby opłacać się u nas?

Redakcja Portalu Samorządowego: Czy podziela Pan opinię prof. Mielczarskiego, że Polski nie stać na elektrownię jądrową?

Prof. dr. hab. Grzegorz Wrochna, dyrektor Narodowego Centrum Badań Jądrowych: Przede wszystkim nie wierzę, że taka jest jego opinia. Samo tytułowe pytanie dziennikarza, które pan zacytował, zawiera dwa grube błędy. Co to znaczy "Polski"? Przecież nikt nie zamierza budować elektrowni z budżetu państwa. A co znaczy "nie stać?" Inwestycje w dowolnej branży na ogół tylko w części realizuje się z własnego kapitału. Po cóż byłyby banki?
Tymczasem prof. Mileczarski wprawdzie nie jest ekspertem w dziedzinie energetyki jądrowej, ale jego bogate CV wskazuje, że na rynku energii się zna i takiego, podwójnie błędnego stwierdzenia, sam by nie sformułował.

RPS: Ale przecież powiedział, że żadna polska firma nie jest w stanie sfinansować tak wielkiej inwestycji, a zagraniczni inwestorzy nie są zainteresowani.

GW: Zapewnie nie wiedział, że PGE EJ1 prowadzi rozmowy z pięcioma konsorcjami, które zgłosiły zainteresowanie udziałem w postępowaniu zintegrowanym, tzn. wymagającym zarówno dostarczenia technologii, jak i domknięcia finansowania.

RPS: Jednak podane przez niego koszty budowy różnych elektrowni mogą zniechęcić do budowy elektrowni jądrowej.

GW: Rzeczywiście, porównanie samych kosztów budowy różnych elektrowni może zniechęcić. Ale przecież na całość kosztów wytwarzania energii elektrycznej składa się nie tylko koszt elektrowni, ale i koszt paliwa. A ten w przypadku elektrowni jądrowej jest znacznie niższy niż węglowej, a jeszcze bardziej niż gazowej.
O tym, że energetyka jądrowa jest konkurencyjna świadczą nie tylko poważne analizy, ale i realne ceny energii w różnych krajach. Inwestycje w tej dziedzinie nie stanęły nawet po panice wywołanej w niektórych krajach wydarzeniami w Fukushimie. Od marca 2011 na świecie przyłączono do sieci 10 nowych reaktorów i rozpoczęto budowę 14 kolejnych. Obecnie jest w budowie 69 reaktorów. Skoro ich budowa opłaca się w tylu krajach świata, dlaczego nie miałaby opłacać się u nas?

RPS: Bo u nas, zdaniem prof. Mielczarskiego, taniej byłoby budować elektrownie węglowe.

GW: I słusznie. Zakładając, że będziemy mieć pod dostatkiem taniego węgla. Na szczęście jeszcze sporo go mamy. Kamienny wprawdzie musimy już wydobywać z tak dużych głębokości, że tańszy jest importowany, ale możemy jeszcze sięgnąć po nowe złoża brunatnego. Węgiel z pewnością będzie dominować w polskim krajobrazie energetycznym jeszcze dobre 30 a może nawet 50 lat.

RPS: To po co budować elektrownie jądrowe?

GW: Żeby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu. Miejmy nadzieję, że Polska gospodarka będzie się rozwijać, a to zawsze, pomimo nowszych technologii i większych oszczędności, prowadzi do wzrostu zapotrzebowania. W Polsce mamy zużycie energii elektrycznej na głowę mieszkańca prawie dwukrotnie niższe niż średnia „Starej Unii” (UE-15).
Spór „atom konta węgiel” jest w Polsce sporem pozornym. Musimy tak szybko, jak się da budować nowe elektrownie węglowe, bo większość istniejących ma ponad 25 lat, a niejeden blok przekroczył już czterdziestkę. I musimy tak szybko, jak się da budować jądrowe, by odpowiedzieć na przyrost zapotrzebowania. Ale nawet gdybyśmy postanowili wszystkie węglowe wymienić na jądrowe, to w praktyce węgiel i tak dominowałby przez 30 lat, bo szybciej tylu jądrowych wybudować się nie da.

RPS: Ponadto, zdaniem prof. Mielczarskiego, taka nagła wymiana byłaby niekorzystna dla gospodarki, ze względu na uzależnienie od dostaw sprzętu, obsługi i paliwa.

GW: Znaczna część sprzętu rzeczywiście, pochodziłaby z zagranicy. Ale to nie jest specyfika branży jądrowej. W dowolnej dziedzinie gospodarki czy życia codziennego korzystamy z urządzeń wyprodukowanych w innych krajach. A z kolei my eksportujemy Polskie wyroby. Głównym wykonawcą elektrowni jądrowej będzie, rzecz jasna, jakaś firma zagraniczna. Ale z czysto ekonomicznego punktu widzenia, będzie się jej opłaciło zaangażowanie polskich podwykonawców. Elektrownia jądrowa, to nie czarna magia. To w znacznej mierze beton, stal, kable, etc. Niektórzy producenci reaktorów już mają listy polskich firm możliwych do zaangażowania, przekraczające setkę pozycji. Nawet w tym miesiącu firmy EDF i Areva podpisały porozumienia o współpracy z polskimi przedsiębiorstwami: Grupą Powen-Wafapomp, Elektrobudową, Tele-Foniką Kable oraz Rafako. Skoro przy budowie elektrowni Olkiluto w Finlandii znalazło zatrudnienie ponad 2000 polskich pracowników z 25 firm, to przy budowie w Polsce nie może być gorzej.
Tym, że uran będzie z zagranicy nie trzeba się martwić. Koszt paliwa jądrowego stanowi zaledwie 5% kosztów wytwarzania energii. Uran jest dostępny w wielu krajach świata, co gwarantuje dostępność i konkurencję cenową. Łatwo zgromadzić jego zapas nawet na wiele lat, a w razie potrzeby można łatwo go sprowadzić choćby samolotem – paliwo przed aktywowaniem w reaktorze jest bardzo mało promieniotwórcze. Pamiętajmy przy tym, że uranu potrzeba prawie 100 000 razy mniej niż węgla do wytworzenia tej samej ilości energii elektrycznej.

RPS: Czy nie dostrzega pan żadnych wad energetyki jądrowej? A może jako dyrektor instytut jądrowego nie che ich pan dostrzegać?

GW: Ależ oczywiście, że dostrzegam. I to właśnie dlatego, że z działającym reaktorem jądrowym mam do czynienia na co dzień. Ogromne wymagania bezpieczeństwa sprawiają, że nawet prosta wymiana pomp, którą właśnie przeprowadziliśmy w reaktorze MARIA wcale nie jest prosta. Tym bardziej, budowa wielkiego reaktora energetycznego stawia olbrzymie wyzwania: organizacyjne, legislacyjne, logistyczne i finansowe, o których już wspominaliśmy.
Ale energię elektryczną skądś trzeba brać. Każdy sposób jej wytwarzania stawia jakieś problemy. I można do nich podchodzić na dwa sposoby. Próbować je rozwiązywać, albo narzekać, że są trudne i czekać z założonymi rękami do pierwszych poważnych black-out’ów. Dla gospodarki każdego kraju, najdroższą formą energii jest jej brak. Na to Polski na pewno nie stać.

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Print this page