Według Agnety Rising, dyrektor generalnej Światowego Stowarzyszenia Nuklearnego (WNA), przemysł jądrowy ma szansę zbudować nowe bloki o mocy 1000 GWe do roku 2050. Jej zdaniem, osiągnięcie tego celu jest kluczowe dla realizacji scenariusza Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE), związanego ze zmianami klimatu, zakładającego utrzymanie wzrostu globalnych temperatur poniżej 2 stopni Celsjusza.

Southern Company_US_NPP_Vogtle_11_containment vessel-bottom head

Źródło Southern Company, Vogtle, USA

Podczas otwarcia 41. sympozjum WNA w Londynie Rising odniosła się do dorocznego raportu MAE zatytułowanego „Perspektywy Technologii Energetycznych na 2016 rok”. Raport ten wskazuje na dwukrotny wzrost liczby nowych bloków jądrowych oddanych do eksploatacji w roku ubiegłym w porównaniu z wcześniejszymi latami. W istocie w roku 2015 do sieci przyłączono 10 nowych reaktorów, podczas gdy w roku 2014 było ich 5. Podobny poziom utrzymywał się wcześniej.

Zdaniem Rising, elektrownie jądrowe to jedyne niezawodne źródło czystej energii, dostępne w przystępnych cenach, zdolne do zaspokojenia rosnącego zapotrzebowania na energię elektryczną na świecie i jednocześnie umożliwiające realizację celów klimatycznych.

Zaproponowany przez nią harmonogram zakłada uruchomienie nowych bloków jądrowych o łącznej mocy 50 GWe w latach 2016-2020, 125 GWe w latach 2021-2025 oraz 825 GWe w latach 2026-2050. Oznacza to, że każdego roku przyłączane do sieci powinny być jednostki o łącznej mocy odpowiednio 10 GWe, 25 GWe i 33 GWe.

Fakty i mity

Jak wskazuje Rising, „energia jądrowa stanowi drugie największe źródło energii na świecie oraz kluczowy element miksu energetycznego w krajach o niskim poziomie emisji. Żadne państwo nie obniżyło emisyjności, nie wykorzystując w tym celu energii jądrowej”.

„Uruchomienie nowych bloków jądrowych o łącznej mocy 1000 GWe do 2050 roku to ambitne zadanie. W związku z tym, plan zakłada uruchamianie jednostek wytwórczych o mocy 10 GWe rocznie na przestrzeni najbliższych pięciu lat, a następnie osiągnięcie tempa 25 GWe na rok w kolejnym okresie. Przez pozostałe 25 lat należałoby uruchamiać około 33 GWe każdego roku. Można orientacyjnie przyjąć, że 1 GWe to jeden duży reaktor”, dodaje.

Rising zauważa również, że, „w ciągu ostatnich 25 lat tempo przyłączania nowych bloków jądrowych do sieci wynosiło poniżej pięciu jednostek, a czasami nawet sięgało zera. W roku 2015 wzrosło ono dwukrotnie do 10 GWe, ale należy je podwoić, a później jeszcze raz zwiększyć.”

Co więcej, Rising przypomina, że „w połowie lat osiemdziesiątych XX wieku uruchamiano rocznie bloki o łącznej mocy 31 GWe”. Jest więc pewna, „że dziś stać nas na więcej. Dysponujemy bardziej zaawansowaną technologią, mamy więcej doświadczenia, więcej spółek działających w tej branży oraz ogromną potrzebę posiadania niskoemisyjnych źródeł energii, które odznaczają się dużą niezawodnością”.

Zgodnie z opracowanym przez Stowarzyszenie raportem na temat energetyki jądrowej na świecie „World Nuclear Performance Report 2016” na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy uruchomionych zostało wiele reaktorów w różnych częściach świata, w tym w Chinach, Indiach, Stanach Zjednoczonych, Korei Południowej i Rosji.

„Uruchomienie tych bloków pozwoliło osiągnąć moc nowych przyłączeń rzędu 11,3 GWe, a ponieważ zaplanowany na ten okres cel wynosi 10 GWe rocznie, to w tym pierwszym roku udało się go zrealizować. Niemniej, wciąż pozostaje wiele do zrobienia, jeśli tempo ma wzrosnąć”, zaznacza Rising.

Kolejnym pozytywnym trendem jest coraz krótszy czas trwania budowy nowych jednostek. „Nawet wśród osób pracujących w tej branży pojawiają się opinie, że budowa elektrowni jądrowych to długotrwały proces. Nie zgadzam się z nimi. Czas trwania budowy skraca się. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat wynosił on średnio 5,5 roku. Oczywiście znajdą się przykłady dużych opóźnień – zarówno w procesie decyzyjnym jak i budowie – ale ogólny, uśredniony wynik jest bardzo dobry”, zaznacza Rising.

Ponadto, jak dodaje, każdy wybudowany reaktor dostarcza coraz więcej energii elektrycznej: „Współczynnik wykorzystania mocy zainstalowanej – czyli moc faktycznie generowana w porównaniu z mocą, jaką elektrownia jest w stanie osiągnąć – stale rośnie. W latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku oscylował on w granicach 60%, a obecnie sięga 80%.” Wartości te opierają się na danych z bazy systemu PRIS (Power Reactor Information System) należącego do MAEA, w której uwzględniono również aktualnie wyłączone z użytkowania reaktory japońskie. „Oznacza to, że jeśli weźmiemy pod uwagę eksploatowane obecnie reaktory, współczynnik wykorzystania mocy zainstalowanej przekracza 80%”, zauważa Rising. „Nie wydaje mi się, żeby żadne z innych źródeł energii mogło poszczycić się tak dobrym wynikiem w tym zakresie jak elektrownie jądrowe. Dla przykładu w elektrowniach słonecznych i wiatrowych współczynnik ten osiąga średnie wartości rzędu 10-15%”.

Rising rozwiewa również mit, jakoby elektrownie jądrowe starszej daty nie były tak wydajne jak te oparte na nowszej technologii, wyjaśniając, że dzięki pracom konserwacyjnym i modernizacyjnym prowadzonym na przestrzeni lat osiągają one tak samo wysokie wartości omawianego współczynnika. „W przypadku nowego reaktora, współczynnik wykorzystania mocy zainstalowanej jest od początku wysoki” – dodaje.

Szwecja, skąd pochodzi Rising, stanowi dobry przykład na to, „jak kraj może w szybkim tempie zwiększyć swój potencjał jądrowy”. Fakt ten zaprzecza opiniom, zgodnie z którymi „energia jądrowa nie jest dla niewielkich krajów”. Jako kolejny przykład Rising podaje Zjednoczone Emiraty Arabskie, które również dowodzą, że mały kraj jest w stanie w krótkim czasie wybudować elektrownie jądrowe.

W odniesieniu do uśrednionego kosztu energii elektrycznej, w tym kosztów systemowych, zdaniem Rising dane posiadane przez Agencję Energii Atomowej (Nuclear Energy Agency) dotyczące Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej pokazują, że „w niemalże wszystkich tych przypadkach energia jądrowa jest najtańsza”.

Harmonia

Aby wybudować nowe bloki o łącznej mocy 1000 GWe, branża jądrowa musi dążyć do realizacji trzech podstawowych założeń inicjatywy „Harmony” Światowego Stowarzyszenia Nuklearnego, przedstawionych przez Rising pierwszy raz podczas zeszłorocznego Sympozjum. Należą do nich: równe szanse, zharmonizowane procesy regulacyjne oraz obowiązujący paradygmat bezpieczeństwa.

Równe szanse dla wszystkich technologii niskoemisyjnych oznaczałyby nacisk nie tylko na walory ekologiczne, ale również na niezawodność i koszty sieci.

Zdaniem Rising, potrzebna jest także reforma rynków, która obejmowałaby wsparcie inwestycji kapitałowych, uwzględnienie kosztów sieci, eliminację podatków dotyczących wyłącznie branży jądrowej, zmiany w obecnych systemach dotacji, promowanie energetyki niskoemisyjnej i niezawodności oraz wsparcie innowacyjnych rozwiązań w zakresie finansowania.

Rising zauważa również, że zapewnienie równych szans dla energii jądrowej nie będzie możliwe przy zniekształconych warunkach rynkowych, w wyniku których niskie ceny hurtowe energii odnawialnej wynikają ze wsparcia w postaci dotacji. Jak dodaje, bieżące ceny gazu mogą być niskie w Stanach Zjednoczonych, ale nie odzwierciedlają one kosztów emisji, za które odpowiadają elektrownie opalane paliwami kopalnymi.

Istnieje również silna potrzeba wzmożonej standaryzacji, usprawnienia procesów udzielania zezwoleń, harmonizacji i aktualizacji kodeksów i standardów o zasięgu globalnym, ułatwienia międzynarodowego handlu, a także wprowadzenia skutecznych i sprawnych przepisów bezpieczeństwa. Ponadto wzrost innowacyjności w branży jądrowej wymaga opracowywania nowych technologii i sprawnego udzielania na nie licencji.

Tymczasem, według Rising, rozwój energetyki jądrowej utrudniają niespójne krajowe polityki energetyczne. Za przykład podaje ona podatki nałożone na branżę jądrową w Szwecji i Belgii.

Paradygmat bezpieczeństwa, jak wyjaśnia Rising, oznacza z kolei polepszenie rzeczywistego dobrobytu obywateli z perspektywy społecznej. Należy go również rozumieć jako zapewnienie bezpieczeństwa jądrowego oraz zaufania do sposobu zarządzania technologią jądrową i eksploatacją elektrowni.

„Alternatywy dla energii jądrowej są dużo groźniejsze – nawet biorąc pod uwagę wypadki”, podkreśla Rising. Według raportu z 1998 roku sporządzonego przez Paul Scherrer Institut, który dotyczył kwestii wypadków w obiektach energetycznych, biorąc pod uwagę 1943 wypadki, w wyniku których śmierć poniosło więcej niż 5 osób, najbardziej niebezpieczne pod tym względem okazują się być elektrownie wodne, a następnie te opalane węglem oraz gazem.

Źródło:
World Nuclear News

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Print this page