Energia jądrowa będzie dalej odgrywać ważną rolę w Japonii, a wnioski z awarii Fukushimie są wprowadzane w życie – przekonywali podczas konferencji w Warszawie przedstawiciele japońskiego przemysłu jądrowego. Ich zdaniem bez atomu nie da się znacząco obniżyć emisji CO2.

Prezes Japan Atomic Industrial Forum (JAIF) Takuya Hattori podkreślał, że w nowej strategii energetycznej, którą rząd Japonii ma przyjąć jeszcze w marcu, co prawda mówi się o maksymalnie możliwym upowszechnieniu źródeł odnawialnych i ograniczaniu znaczenia atomu, jednak pozostanie on podstawą wytwarzania energii. Nie ma cudownej metody na obniżenie emisji CO2, nie da się też jej znacząco obniżyć bez atomu, zwłaszcza że popyt na energię będzie rósł, a redukcja emisji generalnie jest niezbędna – dodał.

„Bezpośrednią przyczyną awarii w Fukushimie był kataklizm naturalny, ale przyczyniły się do niej degradacja kultury bezpieczeństwa oraz brak wyobraźni” – stwierdził Hattori. Jak dodał, awaria zrujnowała zaufanie do środków bezpieczeństwa, ludzie zaczęli się bać promieniowania i nawet jeśli na ewakuowanych terenach jego poziom nie jest wysoki, to mieszkańcy ciągle nie chcą wracać do domów.

Po trzęsieniu Japonia nie włączyła ponownie swoich reaktorów, pokrywając zapotrzebowanie na energię spalaniem ropy i gazu. To kosztuje ok. 100 mln dol. dziennie, wzrosła emisja oraz cena energii – podkreślił Hattori.

Jak dodał, nowy urząd regulacyjny NRA (Nuclear Regulatory Authority), powołany w wyniku reform podjętych po Fukushimie, powinien wkrótce zatwierdzić pierwsze wnioski o ponowne uruchomienie niektórych reaktorów. Liczymy, że będzie to jeszcze przed letnim szczytem zużycia energii – zaznaczył. Zauważył jednak, że firmy energetyczne zawarły dżentelmeńską umowę z mieszkańcami okolic elektrowni i nie uruchomią ich bez ich zgody.

Norio Terada z JINED (International Nuclear Energy Development of Japan) mówił, że działania po awarii okazały się niewystarczające, ale wprowadzono już i przećwiczono nowe procedury na wypadek zagrożeń takich jak tsunami czy utrata zewnętrznego zasilania.

Specjalne testy wykazały np., że elektrownia Ohi jest odporna na trzęsienie ziemi o 80 proc. silniejsze niż uwzględniono w projekcie, tsunami o wysokości 11 m (cztery raz wyższe niż w projekcie) oraz może z powodzeniem chłodzić reaktory bez zewnętrznego zasilania przez 10 dni. W ciągu pięciu lat elektrownie jądrowe uzyskają odporność na uderzenie samolotu – podkreślił Terada.

Akio Toba z JAIF International Cooperation Center (JICC) przedstawił z kolei obecny stan uszkodzonej elektrowni Fukushima. Jak wyjaśniał, dziennie przez pomieszczenia najbardziej uszkodzonego reaktora przepompowuje się 400 m sześc. wody dla chłodzenia paliwa.

Woda, która przepłynie przez pomieszczenia, trafia do specjalnych zbiorników, jest częściowo oczyszczana z radionuklidów, a potem trafia znów do obiegu. Jednak wydajność stacji oczyszczającej jest na razie za mała, stąd w zbiornikach wody przybywa. Ich obecna pojemność to 472 tys. m sześc., w lutym było w nich 430 tys. m sześc. wody, natomiast w planach jest rozbudowa zbiorników do 800 tys. m sześc.

Z informacji zaprezentowanych przez JICC wynika, że stężenie radioaktywnych izotopów cezu w morzu w pobliżu elektrowni regularnie spada, obecnie wewnątrz portu wynosi ok. 100 Bq/l (1 Bq – 1 rozpad promieniotwórczy na sekundę), a na zewnątrz portu – ok. 1 Bq/l.

Kolejnym problemem są wody gruntowe, których ok. 400 m sześc. dziennie spływa z gór do morza przez najbliższe sąsiedztwo uszkodzonych bloków. Do tych wód przedostają się pewne ilości radionuklidów przez uszkodzone fundamenty. Toba podkreślił, że w ciągu 1-2 lat problem tego wycieku ma zostać rozwiązany przez budowę podziemnej tamy od strony morza oraz zamrożenie gruntu od strony gór.

Japończycy szacują, że do 2022 r. całe paliwo z uszkodzonych bloków powinno zostać usunięte, a całkowita rozbiórka elektrowni nastąpi w ciągu 30-40 lat.

źródło: PAP

 
Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Print this page