Ośmieleni wyborczym zwycięstwem pro-jądrowego mera Tokio, japońskie spółki energetyczne i rząd kraju postawiły sobie za cel ponowne uruchomienie 10 wyłączonych reaktorów jeszcze przed nadejściem lata.

Według przyjętego harmonogramu, jeszcze przed końcem marca br. rząd Japonii przedstawi nowe plany dla krajowej energetyki. Wszystko wskazuje na to, że opracowywany dokument  wskaże energetykę jądrową jako kluczowy składnik japońskiego miksu paliwowego.

11 marca miną trzy lata od potężnego trzęsienia ziemi, które nawiedziło wschodnie wybrzeże Japonii. Była to największa katastrofa naturalna, jaka wydarzyła się w tym kraju na przestrzeni ostatniego stulecia. Wywołała ogromną falę tsunami, która zniszczyła elektrownię Fukushima-Daiichi.

Uznano to za najpoważniejszy wypadek w elektrowni jądrowej od czasów Czarnobyla a przerażeni awarią działacze środowiskowi i lokalne społeczności czynią ogromne wysiłki, by udaremnić ponowny rozruch reaktorów jądrowych w Japonii.

Argumentują, że biorąc pod uwagę wydarzenia w Fukushimie, niestabilność sejsmiczną Japonii oraz możliwość wystąpienia innych katastrof naturalnych, powrót do energetyki jądrowej byłby skrajną nieodpowiedzialnością a operatorzy obiektów jądrowych nie są w stanie zagwarantować, że podobny scenariusz już nigdy się nie powtórzy.

Nowy mer, nowe podejście

Zmiana nastawienia opinii publicznej jest już jednak wyczuwalna dla władz krajowych.

9 lutego wybory na mera Tokio wygrał bowiem Yoichi Masuzoe. Jednym z głównych punktów programu wyborczego Masuoze było wznowienie pracy japońskich reaktorów jądrowych.

Rząd Japonii popierał kandydaturę Masuzoe przez cały okres trwania kampanii wyborczej a główny sekretarz gabinetu rady ministrów, Yoshihide Suga, pogratulował zwycięzcy zaraz po ogłoszeniu wyniku wyborów. „Cieszymy się, że zwyciężył kandydat, którego wizja pozostaje spójna z wizją rządu.” – powiedział dziennikarzom Suga.

Rząd uważa bowiem, że jeśli poparcie dla kandydatów z programem analogicznym do programu Masuzoe rozleje się po kraju, to w nadchodzących miesiącach uda się wznowić pracę co najmniej 10 reaktorów.

Obecnie, aby upewnić się, że 48 japońskich reaktorów spełnia nowe, sformułowane po wydarzeniach w Fukushimie wymogi bezpieczeństwa, japoński dozór jądrowy prowadzi szeroko zakrojone analizy.  

Japoński regulator, operatorzy oraz inwestorzy twierdzą, że trwający proces sprawdzania obiektów jest kompleksowy i na tyle szczegółowy, że minimalizuje ryzyko wystąpienia jakiegokolwiek zdarzenia jądrowego.

“To za mało!”

Działacze środowiskowi nie zgadzają się z tym punktem widzenia. „Te analizy i wymogi to to wciąż za mało” – mówi Aileen Mioko-Smith z  organizacji Green Action Japan z siedzibą w Kioto.

"Przedstawiciele przemysłu i dozoru jądrowego twierdzą, że wyciągnęli wnioski z wydarzeń w Fukushimie, że będą instalować nowe elementy wyposażenia na wypadek różnych awarii, na przykład postawią lepsze falochrony i tak dalej, ale pozwolono im odłożyć wdrożenie tych kroków o kilka lat” – zauważa – “Co jeśli trzęsienie ziemi nadejdzie zanim tego dokonają?”

Rząd ufa, że w nadchodzących miesiącach uda się ponownie uruchomić co najmniej 10 reaktorów

Niemniej jednak, rząd zdaje się być zdeterminowany do tego, by pokonać ostatnie przeszkody i uruchomić reaktory przed nadejściem lata, kiedy w Japonii tradycyjnie wzrasta zużycie energii. Tokio chce też zmniejszyć sumę wydatków przeznaczonych na import ogromnych ilości paliw kopalnych, które obecnie zaspokajają potrzeby energetyczne japońskiego przemysłu i gospodarstw domowych. 

Eksperci do spraw energetyki z całego świata podkreślają, że dla kraju o tak niewielkich zasobach naturalnych jak Japonia, energia jądrowa pozostaje najlepszym rozwiązaniem. I zapewniają, że jest ona stosunkowo bezpieczna.

W kontraście do głosów, które uznają Fukushimę za jedną z największych katastrof przemysłowych w historii ludzkości stoi głos Wade Allison – emerytowanego wykładowcy fizyki na Uniwersytecie Oxfordzkim. Allison twierdzi, że wydarzenia w Fukuszimie w istocie wykazały jak bezpieczna jest energia jądrowa i podkreśla, że atom to paliwo przyszłości.

"Od strony naukowej, zagadnienie produkcji energii z rozszczepienia jądra atomu jest już dogłębnie zbadane i zrozumiałe, co oznacza, że lęk, jaki odczuwają wobec niego ludzie nie ma żadnego uzasadnienia” – mówi dr Allison, członek stowarzyszenia Naukowcy na rzecz Dokładnej Informacji o Promieniowaniu (Scientists for Accurate Radiation Information, SARI) i autor książki „Promieniowanie a rozum: wpływ nauki na kulturę strachu” ("Radiation and Reason: The impact of science on a culture of fear").

"Reakcja opinii publicznej na wydarzenia w Fukushimie stawia nas przed szeregiem pytań nie tylko o promieniowanie, ale i o zaufanie społeczne. Myślę, że ta druga kwestia jest znacznie ważniejszym problemem, z którym musimy się obecnie zmierzyć.” – mówi Allison.

"Nikt nie zginął w wyniku awarii w Fukushimie. Byliśmy za to świadkami wynikającej z braku rzetelnych informacji paniki, która rozlała się na cały świat” – przekonuje Allison – „Energetyka jądrowa niesie ze sobą wiele korzyści i zamiast ją odtrącać, powinniśmy przyjąć ją z otwartymi ramionami” – dodaje – "Wiele rzeczy zagraża naszemu życiu, ale energia z atomu nie jest jedną z nich.”

Źródło: www.theguardian.com

Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Print this page