Rozmowa z prof. Łukaszem Turskim z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN, jednym z twórców Centrum  Nauki  „Kopernik”

Decyzja Niemiec o wyłączeniu wszystkich elektrowni atomowych w kraju  wznowiła dyskusję o tym, czy warto rozwijać program nuklearny w Polsce. Przyłącza się Pan do takich głosów?

Niedawno wystąpiłem w programie publicystycznym „Mam inne zdanie”, gdzie przekonywałem, dlaczego elektrownie nuklearne budować należy – a na jego koniec przeprowadzono sondę  wśród  widzów, która wykazała, że 64 proc. osób popiera budowę takich elektrowni. Widzowie tego programu mieli okazję wysłuchać racjonalnych argumentów i nie mieli wątpliwości, że takie inwestycje w kraju są potrzebne. Tyle, że u nas właściwie nie mówi się, po co w ogóle ma się  budować elektrownie, jaka jest skala społecznego wyzwania przed nami stojącego.

Jak by Pan zakreślił tę skalę?

Energia to wolność. Sposób, w jaki będziemy ją pozyskiwać,  określa więc zakres wolności, z jakiej będziemy mogli korzystać. Wszystkie ruchy próbujące nam wmówić, że powinniśmy ograniczyć zużycie energii to de facto ruchy totalitarne – nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. Bo cała nasza cywilizacja jest oparta na konsumpcji energii. Jakiekolwiek ograniczenia byłyby formą  ograniczania naszego stylu życia, postępu naszej cywilizacji, czyli  wszystkiego, co się składa na naszą wolność. Bo przecież ograniczenia w dostępie do energii prowadzi do racjonowania dóbr, z których korzystamy. A każda forma racjonowania prowadzi do systemu totalitarnego. Ktoś przecież musi decydować,  kto z czego ma prawo skorzystać. Ktoś będzie musiał zarządzić, komu wolno naładować telefon komórkowy, a komu nie. Tymczasem w sytuacji, gdy prądu wystarcza dla wszystkich, każdy może samodzielnie decydować, czy i kiedy chce naładować swoją komórkę. Także dyskusja o  energetyce jądrowej to dyskusja o wolności.

Trwa dyskusja o tym, czy opłaca nam się budować elektrownie nuklearne, czy nie. To są bardzo drogie inwestycje. Czy należy wydawać na nie pieniądze, skoro mamy pod dostatkiem węgla? Wielu zwolenników ma także pozyskiwanie prądu ze źródeł odnawialnych.

Rzeczywiście, o węglu zapomnieć nie można – trzeba by natomiast poszukać skutecznych sposobów jego czystego spalania. Ale na marginesie warto pamiętać o jednym. Często podawanym argumentem przeciwko elektrowniom atomowym jest zagrożenie, jakie rzekomo niesie ze sobą promieniowanie. Tymczasem węgiel też jest radioaktywny. Bardzo ostrożnie bym podchodził do odnawialnych źródeł energii. Proszę pamiętać, że koszt pozyskiwania z nich prądu jest bardzo wysoki. Bez subwencji nikt by z nich nie korzystał. Do tego elektrownie wiatrowe są bardzo niebezpieczne. Wprawdzie bardzo mało się o tym mówi, ale faktem jest, że przez działalność turbin powietrznych giną nie tylko ptaki, ale także ludzie. Właśnie wchodzi dyrektywa unijna, zgodnie z którą teren wokół turbin wiatrowych będzie w ogóle wyłączony z użytkowania – właśnie dlatego, że to bardzo niebezpieczne konstrukcje. Poza tym budowa takich wiatraków wymaga zastosowania drogich technologii, tymczasem ich wydajność jest niska. Także póki co nie ma alternatywy dla konwencjonalnych źródeł pozyskiwania prądu.

Jakie jest wśród nich miejsce dla  elektrowni jądrowych?

Elektrownia atomowa to przecież typowa elektrownia, wyposażona w kocioł – różni się tylko sposób, w jaki pod  nim palimy. Dla  takich rozwiązań nie mamy alternatywy. Dużo teraz się mówi o gazie łupkowym. Ale zanim uda się go zacząć eksploatować na skalę przemysłową, minie 15 lat – jeśli w ogóle okaże się to możliwe. Poza tym elektrownie gazowe należą do najdroższych, o tym też trzeba pamiętać. Dlatego właśnie tak bardzo popieram rozwiązania konwencjonalne, w tym rozwój elektrowni jądrowych.

 

 
Share on FacebookTweet about this on TwitterGoogle+Print this page