(Na zdjęciu: Eric Besson, minister przemysłu Francji)

Cała Unia Europejska nie może płacić za rezygnację Niemiec z elektrowni atomowych – oznajmił Eric Besson, minister przemysłu Francji, podczas nieformalnej Rady ds. Transportu, Telekomunikacji i Energii - Energia (TTE-Energy) w ramach polskiej prezydencji w Radzie UE.

- Nie do zaakceptowania jest taki rozwój wypadków, że Niemcy sami zdecydowali o rezygnacji z energii atomowej, ale finansowe konsekwencje tego kroku spadną na całą Unię – tłumaczył Besson, który uczestniczył w spotkaniu, które odbyło się we Wrocławiu. Udział w nim wziął również unijny komisarz ds. energii Gunter Oettinger.

- Jest hipoteza, która dla Francji jest nie do zaakceptowania, że konsekwencje jednostronnej decyzji Niemiec o rezygnacji z atomu, jej koszty i niezbędne inwestycje, zostaną przeniesione na wszystkie państwa członkowskie UE - oświadczył francuski minister.

Jak podkreślił, należy już teraz zająć się krótkoterminowymi efektami niemieckiej decyzji. – Na przykład, jeżeli zima będzie bardzo surowa, to czy będziemy w stanie zapewnić działanie naszych połączeń transgranicznych, jak zmienić ich działanie. Jeżeli chodzi o sytuację między Niemcami a Francją, to odkąd Niemcy zaczęły wyłączać swoje elektrownie jądrowe, Francja stała się znaczącym eksporterem energii do Niemiec, a wcześniej była raczej importerem. To oznacza, że dziś istnieje nierównowaga podaży i popytu, która może zagrażać stabilności działania sieci przesyłowej - mówił Besson.

Minister podkreślił, że z takich właśnie powodów domagał się ściślejszej koordynacji krajowych polityk energetycznych. - Żeby móc z wyprzedzeniem przewidzieć zagrożenia dla działania sieci, zaproponowałem powołanie - na poziomie europejskim - ciała monitorującego zagrożenia dla przesyłu energii w przypadku surowej zimy. Podkreślałem też, że nawet jeżeli któreś państwo ma prawo podejmować suwerenne decyzje co do swojego miksu energetycznego, to powinno informować o nich inne państwa - wyjaśnił Besson.

Jak dodał, wraz z niemieckim ministrem gospodarki Philipem Roslerem zaproponował stworzenie europejskiej grupy koordynacyjnej, złożonej z operatorów sieci przesyłowych, regulatorów i przedstawicieli władz, która powinna analizować takie projekty poszczególnych członków, które miałyby wpływ na poziom popytu i podaży w kilku krajach jednocześnie.

Jak podkreśla agencja AFP w relacji z Wrocławia, Polska oraz inne kraje postkomunistyczne, które dołączyły do UE, od dawna podkreślają konieczność ulepszenia połączeń energetycznych między Europą Środkową i Zachodnią. Ich brak doprowadził do wzrostu napięcia między krajami środkowoeuropejskimi i Niemcami. Berlin krytykowany jest przede wszystkim za budowę połączenia gazowego z Rosją, omijającego państwa, które wstąpiły do Unii po 2004 r.

Źródło: 20.09.2011, na podstawie depesz agencji PAP, AFP